VW Amarok Dark Label

Silny, postawny, twardy i zdecydowany. Taki powinien być prawdziwy przyjaciel.

VW Amarok to samochód, na którego długo czekałem. Zawsze chciałem poznać jego szorstką naturę. Czekać się opłaciło, ponieważ w moje ręce dostała się wersja Dark Label – limitowana, „ubrana” w ciekawy lakier, czarne elementy nadwozia i naklejki oraz dodatkowe orurowanie. To były zaledwie chwile w jego towarzystwie, ale jak się później okazało, pełne wrażeń.

Zaczęło się od wywarcia na mnie wrażenia swoimi rozmiarami oraz niezgrabnego wdrapania się za kółko. Jeśli ma się w jednej ręce torbę od laptopa, a w drugiej plik jakichs papierków, nie da się tego zrobić zręcznie. Wnętrze przywitało mnie szarym i ponurym plastikiem, który z jednej strony wyróżnia się solidnością, a z drugiej jest narażony na uszkodzenia. Nikt by tego oczywiście nie chciał, ale wszelkie rysy na Amaroku będą wyglądały raczej jak blizny – każda z osobną historią.

Pierwsze pytanie – co z torbą i papierami? Jak się okazuje, tak duże i pakowne auto jak Amarok może cierpieć na brak praktycznych schowków. Wszystko, czego nie wsadzimy w nim na pakę, będziemy musieli przewozić luzem na siedzeniach. Co więcej, schowek przed pasażerem nie zmieści nawet mapy. Trzeba radzić sobie po swojemu.

Na ten moment pierwszego wrażenia wolałbym nie opisywać. Najgorsze miało jednak nadejść. Licząc na to, że pierwsze kilometry w masywnym pick-upie wszystko mi wynagrodzą, śmiało ruszyłem przed siebie. Po zaledwie kilkuset metrach na mojej drodze pojawił się pech – nie dało się go ominąć. Ów pech zadecydował postawić „na sztorc” jedną ze studzienek kanalizacyjnych i zakamuflować wszystko głęboką kałużą. Tak żebym nie widział…

Terenowy Amarok, mimo iż kilka poprzednich dni spędził wyłącznie w terenie, nie poradził sobie z ostrą krawędzią studzienki, złapał gumę, „krzyknął” coś do mnie, jakby go to zabolało, i uszkodził felgę – wszystko przy 30 km/h (dowód). Później było już tylko czekanie na pomoc i szarpanie się z kołem zapasowym. Na jazdę czasu zostało mało.

A jeździć VW Amarok potrafi. Jak na prawdziwego twardziela przystało, pod jego maską spoczywa 2.0 BiTDI z zapasem mocy 180 KM i momentu 420 Nm. To przekłada się na 10,9 s do setki, 174 km/h maksymalnej prędkości i całkiem przyjemne podróżowanie. Na trasie samochód zachowuje się bardzo komfortowo (pod warunkiem, że nie jedziemy w drugim rzędzie siedzeń), a w mieście zmienia postrzeganie innych uczestników ruchu. Są mniejsi, więc boimy się, że na nich najedziemy, a z drugiej strony, nie boimy się, że na nich najedziemy, bo jesteśmy więksi. Można? Można.

Komfort jak w kompakcie to jednak nie to samo co zwinność jak w kompakcie. Zaskakująca wygoda jazdy Amarokiem (większa niż np. w Toyocie Hilux) kończy się, gdy trzeba nim gdzieś zaparkować – a to w mieście robi się często. Wybór więc jest trudny – z płatnego parkingu nas wywalą lub policzą nam za dwie osobówki, o podziemnych garażach przy centrach handlowych nie ma mowy, a luki pomiędzy innymi autami na strefie wydają się śmiesznie małe. Lepiej, więc rozstawać się z nim jak najrzadziej.

Mnie VW Amarok męczył swoimi rozmiarami, przerażał spalaniem i odpychał niepożądanymi przygodami przez dwa dni. Długie dwa dni. Próbował mnie do siebie zniechęcić z każdą godziną i każdym kilometrem, lecz mu się nie udało. Po tym krótkim czasie polubiłem go. Ba, nawet więcej niż polubiłem – chciałbym go mieć. Czy to kolejny dowód na to, że prawdziwych przyjaciół cenimy za ich wady, a nie mimo ich wad?

VW Amarok

7
3
5
5-1
2
10
11
1
12