Mazda 2

Mazda 2 to bezczelny typek. No bo trzeba mieć tupet, by wdzierać się na jeden z silniejszych rynków i rzucać wyzwanie jego najmocniejszym graczom.

Mazda nie ma wielkiego doświadczenia na rynku samochodów miejskich i nigdy nie cieszyła się w tym segmencie uznaniem. Najmniejszą klasę zawsze omijała z daleka, oferując tam jeden ze swoich modeli tylko dlatego, że tak trzeba. Dopiero przyjęcie języka stylistycznego KODO – Dusza Ruchu otworzyło im oczy i pokazało, że dynamiczną naturę można również przeszczepić do małych i zwinnych pojazdów.

Aż 20% nowych aut sprzedawanych na Starym Kontynencie pochodzi właśnie z tego segmentu, a o wiele wiele więcej można znaleźć na rynku wtórnym. Widać to zresztą na ulicach. Liczby odnoszące się do tak dużej sprzedaży dla producentów oznaczają wysokie zyski, a skoro dane nie kłamią, odradzająca się Mazda musiała wziąć to pod uwagę. Dla nich stworzenie małego, wyróżniającego się dynamiką samochodu segmentu B może okazać się zastrzykiem gotówki. Pod warunkiem, że sami tej gotówki nie będą żądali zbyt wiele…

Zacznijmy od tego, że Mazda 2 nie jest mistrzem praktyczności. Już na początku trochę traci, bo jej bagażnik oferuje zaledwie 280 l pojemności. To raczej nie wystarczy wszystkim pasażerom. Schowków, haczyków i zakamuflowanych przegródek też jest jak na lekarstwo. Dodatkowo „dwójka” jest autem 5-osobowym tylko w teorii. W praktyce, mimo rozstawu osi wynoszącego 257 cm, 4 osoby w kabinie to maksimum.

Dużych możliwości Mazda 2 nie pozostawia również w kwestii silników. Pod maską tego auta może pracować tylko jedna jednostka 1.5 SKY-G za to w trzech wariantach mocy 75, 90 lub 115 KM. Najciekawszy – wiadomo – jest ten najmocniejszy. Brzmi kusząco.

Zwinna Mazda z tym silnikiem ma niezły czas sprintu do setki wynoszący 8,7 s i 200 km/h max. prędkości. Kręci się bardzo wysoko i max. moc osiąga dopiero przy 6 tys. obr./min, co od razu podnosi spalanie. Wachlowanie 6-biegową skrzynią nic tu nie pomaga – auto po prostu lubi jazdę przy czerwonym polu.

W mieście zawadiacka natura „dwójki” przeradza się w uosobienie spokoju. Z jej średnicy zawracania, wynoszącej 9,4 m, można korzystać na każdym parkingu. Snując się powoli można poczuć w niej komfort i pewność, jaką dają w zasadzie auta o rozmiar większe – jest to swego rodzaju nobilitacja.

To wnętrze tego auta – to ono sprawia, że czujemy się w nim świetnie. Dopracowane, pachnące, bez cienia taniości. Deska rozdzielcza, z pozoru prosta i uboga, w rzeczywistości dopracowana jest w każdym calu. Nie odciąga uwagi kierowcy, a ma wszystko, czego potrzeba. Jedynie kierownica wymaga głębszego rozpracowania, ponieważ można na niej naliczyć nawet 14 przycisków.

Ogólnie Mazda 2 nie popisuje się praktycznością, nie przekrzykuje się w kwestii pojemności bagażnika oraz nie przechwala się downsizingiem. Jest bezczelna. Bezczelna, bo nie stawia za sobą rozsądnych argumentów, a i tak kusi i uwodzi. W utrzymaniu też wymaga poświęceń (prawie 70 tys. zł). Ja natomiast żałuję tylko jednego – że nie ma jej w wersji z 200-konnym wariatem pod maską. Mazda 2 byłaby idealnym hot-hatchem.

Mazda 2

Mazda2_SP_2014_statyczne_61
Mazda2_SP_2014_statyczne_61 (2)
Mazda2_SP_2014_statyczne_61 (1)
Mazda2_2014_interior_11
Mazda2_2015_detale

Zdjęcia prasowe